3 powody, dla których pchasz swojego faceta do działania. - Marzena Kopta

3 powody, dla których pchasz swojego faceta do działania.

On sobie sie­dzi i czy­ta gaze­tę o ona krą­ży… niby po domu, a jed­nak wokół nie­go.

- a może byśmy poje­cha­li do Pra­gi na week­end?   - no może…

I poje­cha­li.

- a może byśmy zapro­si­li Wojt­ków na kawę?      - no może..

I zapro­si­li.

- a może byśmy się prze­pro­wa­dzi­li do Szcze­ci­na?   - no może…

Już się prze­pro­wa­dzi­li. 

-a może byśmy zbu­do­wa­li dom?

Już się leją fun­da­men­ty.

Zaczy­na się od drob­nych spraw, gdzie ona pyta, suge­ru­je i zachę­ca, ale w zasa­dzie to pcha. Za każ­dym pyta­niem znaj­du­je milion argu­men­tów z jakich to powo­dów powin­ni tak zro­bić. A potem idzie dalej.

- może być w koń­cu zało­żył swo­ją fir­mę i był nie­za­leż­ny?

- może być poszu­kał zagra­nicz­ne­go kon­trak­tu, będzie nam lepiej?

 

I tak im życie płynie i niby fajnie, a ona jakaś taka zmęczona.

 

 

 

A na spo­tka­niu z przy­ja­ciół­ką to opo­wia­da, że jak ona nie popchnie Jego do dzia­ła­nia, to nic z tego nie będzie. A rodzi­ce w Świę­ta gło­wą kiwa­ją, że co On by bez niej zro­bił. Nic. Dalej by sie­dział na tym eta­cie, a tym miesz­kan­ku dwu­po­ko­jo­wym i na waka­cje to jeź­dził pod namiot.

Znasz to? Czy też uwa­żasz, że jesteś moto­rem dzia­łań i zmian w swo­jej rela­cji? Że to Ty popy­chasz Jego. To Ty masz pomy­sły, to Ty chcesz cze­goś wię­cej od życia.  A On to by tak został, tam gdzie jest….

 

 

12 lat moje­go mał­żeń­stwa pcha­łam. O jak ja moc­no pcha­łam ! I mia­łam. Męża w dzia­łal­no­ścią, i dom, i zagra­nicz­ne walu­ty z Jego kon­trak­tów. I wiesz co?  Była tak zmę­czo­na, że nie mia­łam siły kiw­nąć pal­cem u sie­bie. Pier­dzi­le­li­łam sobie z gło­wie i tak się wywyż­sza­łam, że co to ja nie jestem… że beze mnie, to by …. nic nie było. Trze­ba pchać, moty­wo­wać, zachę­cać… uffff……… na samo wspo­mnie­nie już mi sła­bo.

 

 

 

No to teraz podam Ci trzy powody, dla których tak właśnie robisz

 

 

  1. Kon­tro­la

Ten któ­ry pcha, jest ster­ni­kiem. A ster­nik wyzna­cza kie­ru­nek. I ster­nik kon­tro­lu­je całą tra­są. Resz­ta po pro­stu macha wio­sła­mi. Ster­nik bie­rze odpo­wie­dzial­ność za kurs, za cel i… masz wszyst­ko pod kon­tro­lą. A jak poja­wią się nie­prze­wi­dzia­ne prze­szko­dy, to nie szko­dzi. Ster­nik zaraz coś wymy­śli. Lek­ko zje­dzie­cie z kur­su, a potem wró­ci­cie. Ster­nik rzą­dzi. Ster­nik wie, co jest dobre dla zało­gi. Ster­nik jest naj­lep­szy, naj­mą­drzej­szy………. EGO rośnij, rośnij mój malut­ki, mój malut­ki okrą­glut­ki…. Oto jaka jestem faj­na, jaka dobra, jak się trosz­czę….. rośnij, rośnij….. gdy­by nie ja…. rośnij, rośnij, a Ty beze mnie…. balon pękł…

Jeśli masz przy­mus kon­tro­lo­wa­nia, bra­nia w swo­jej ręce…

Jeśli wyda­je Ci się, ktoś beze Cie­bie sobie nie pora­dzi, bo dzia­ła wol­niej i w innym sty­lu…

Jeśli musisz wziąć na sie­bie peł­ną odpo­wie­dzial­ność, za sie­bie, za kogoś, za nas, za życie…..

To się zatrzy­maj. Oddy­chaj. Czy­taj.

Po pierw­sze boisz się zosta­wić Życie, aby pły­nę­ło swo­im torem. Co nie zna­czy, że masz leżeć i pach­nieć. Pozwo­le­nie Życiu, aby się toczy­ło, nie ozna­cza nie dzia­ła­nia. Nie pozwa­lasz innym ludziom być sobą, mieć swo­ich wła­snych pomy­słów, tem­pa życia, zaan­ga­żo­wa­nia. Chcesz, żeby było, tak jak Ty chcesz, to wte­dy TY poczu­jesz się lepiej. Mając kon­tro­lę zasy­pu­jesz swój strach, że to życie będzie takie miał­kie, nic nie war­te i nic w nim nie osią­gniesz.

Szko­da tyl­ko, że aby poczuć, że coś osią­gnę­łaś, nie sku­pisz się na sobie, tyl­ko na innych. A robisz tak, ponie­waż..

 

 

2. Nasze życie, to moje życie.

 

Bar­dzo czę­sto, kie­dy nie wie­my kim jeste­śmy, to żyje­my cudzym życiem. Na zasa­dzie: mój mąż jest dyrek­to­rem, a ja dyrek­to­ro­wą. Jak­by odkle­ić męża od Cie­bie, to była­byś…. no wła­śnie… dziew­czy­ną z matu­rą? Nauczy­ciel­ką geo­gra­fii w pod­sta­wów­ce?? Kim? Jakie byś suk­ce­sy mia­ła, bez suk­ce­sów swo­je­go męża/ part­ne­ra? Co byś o sobie myśla­ła? Na ile Jego suk­ce­sy budu­ją Cie­bie i Two­ją samo­oce­ną?

Jeśli masz prze­ko­na­nie, że Ty jesteś mar­na i mier­na, to sobie robisz pro­te­zę. Taką pod­po­rę, z osią­gnięć innych ludzi. Wycho­dzisz na podium i mówisz… TO MY… a tak napraw­dę to, jed­nak nie TY. To kwe­stia poczu­cia wła­snej war­to­ści, samo­oce­ny. Scho­wa­nej bar­dzo głę­bo­ko. Że jestem do nize­go. To kwe­stia małej wia­ry w sie­bie.

Kim jesteś TY, bez tego wspól­ne­go domu, sta­no­wisk, fir­my i tego wszyst­kie­go, do cze­go go zachę­ci­łaś i popchnę­łaś?

 

Ale naj­bar­dziej moc­ny dla mnie był punkt niżej.

 

3.  Wciąż muszę dzia­łać, bo zatrzy­ma­nie to śmierć.

 

Nie ma nic złe­go w osią­ga­niu celów. Niech­by i nawet cudzych. W sumie, dla­cze­go mam nie budo­wać się suk­ce­sa­mi męża, jeśli jemu to nie prze­szka­dza. Ale są ludzie, któ­rzy wciąż muszą iść do przo­du. Muszą osią­gać, muszą mieć cele. Dalej, dalej… do przo­du. Nie stać w miej­scu.

Niech się coś dzie­je do cho­le­ry!!!

Kie­dy w moim życiu był spo­kój, i nic się nie dzia­ło, bo wszyst­kie cele zosta­ły zre­ali­zo­wa­ne, to czu­łam wewnętrz­ny nie­po­kój. Jakaś siła wewnątrz mnie pcha­ła mnie do dzia­ła­nia. Do wymy­śla­nia nowych rze­czy. Od zawsze nuda była dla mnie nie do znie­sie­nia. Wiesz dla­cze­go?

W życiu jest ruch i zatrzy­ma­nie. Począ­tek i koniec. Wdech i wydech. Naro­dzi­ny i śmierć. Ruch to życie. Zmia­na to życie. Ruch w górę to życie. Suk­ce­sy to życie. Zatrzy­ma­nie to śmierć. Sta­gna­cja to śmierć. Poraż­ka to śmierć. Kie­dy się zatrzy­mu­je­my, kie­dy życie pły­nie jak­by wol­niej, bo nic się nie dzie­je, to budzi się w nas lęk. Kie­dy nie ma celów, bo wszyst­ko już mam i trud­no mi się tym delek­to­wać i świę­to­wać i cie­szyć i pobyć w tym co jest, to zna­czy, że boję się zatrzy­mać. Bo zatrzy­ma­nie nasze­mu EGO koja­rzy się wyłącz­nie ze śmier­cią. A my boimy się śmier­ci.

Więc dla­te­go tak pchasz i dążysz, i wciąż wyzna­czasz nowe cele. I dla­te­go na urlo­pie nie odpo­czy­wasz. I dla­te­go pchasz innych, żeby się nie zatrzy­ma­li. Zatrzy­ma­nie to śmierć. Dla nasze­go umy­słu to nie­wy­obra­żal­ne.

Pomyśl, co by było, gdy­byś nie musia­ła się sta­rać, osią­gać, doni­kąd iść. Cie­szyć się z tego, co jest teraz?

 

 

Oczy­wi­ście na wierz­chu jest chęć szcze­ra, ale ona nie zro­bi z Cie­bie ofi­ce­ra. Wiem, że chę­ci masz dobre, ja też je mia­łam. Tyl­ko nasze pcha­nie nicze­go nie zmie­ni. W tym czę­sto nie ma sza­cun­ku dla inne­go cha­rak­te­ru, oso­bo­wo­ści, marzeń, pra­gnień. W tym czę­sto nie ma akcep­ta­cji, dla innych potrzeb.

Oczy­wi­ście, że jed­na oso­ba pcha, a dru­ga pozwa­la się pchać. Jasne, że to wygod­ny układ.  Zawsze jed­nak do cza­su. Stro­na pcha­ją­ca jest zmę­czo­na pcha­niem i pew­nym momen­cie mówi: dość.  Jest w tym dużo zło­ści i fru­stra­cji. Teraz chcia­ła­by, aby on sam….a on jest jaki jest. Nie taki, jak sobie wyobra­ża­łaś.

Stro­na pcha­na, też zaczy­na być zmę­czo­na, bo nie ma cza­su na odpo­czy­nek i nie ma prze­strze­ni na swo­je pomy­sły, swo­je marze­nie, swo­je zatrzy­ma­nie. Cza­sem się budzi złość i bunt i już pchać się nie pozwa­la. A cza­sem zwal­nia jesz­cze bar­dziej, z tego zmę­cze­nia.

 

 

W mojej obec­nej rela­cji … oddy­cham i nie pcham. Napraw­dę bar­dzo się sta­ram. Moje zda­nie w tym życiu, to puścić kon­tro­lę i dla­te­go kocham, takich, któ­rzy dzia­ła­ją wol­niej, wybie­ra­ją wol­niej, decy­du­ją wol­niej… niż ja.

A cza­sem tak bym bar­dzo chcia­ła popchać. Żeby się JUŻ zadzia­ło. Żeby nie „umrzeć”, tyl­ko poczuć życie.  Teraz już jed­nak wiem, że mogę być inspi­ra­cją, ale nie moto­rem. Każ­dy musi sam. Nie mam kon­tro­li na Jego wybo­ra­mi, decy­zja­mi, szyb­ko­ścią dzia­łań. Masz nasze wspól­ne życie, ale też każ­dy z nas ma swo­je osob­ne życie. I każ­dy z nas osob­no musi podej­mo­wać decy­zje, odno­śnie sie­bie same­go. I uczę się zatrzy­ma­nia. Oswa­jam ten stan, w któ­rym życie pły­nie wol­niej. Cele jesz­cze się nie wyło­ni­ły i dzie­je się tak nie­wie­le. Kie­dy się boję, to pozwa­lam sobie czuć ten lęk.  Roz­luź­niam się na ile potra­fię i JESTEM.

I nagle się oka­zu­je, że życie dba. O mnie, o moją rela­cję, o Nie­go. Wszyst­ko toczy się swo­im ryt­mem, a ja nie jestem taka zmę­czo­na. Mogę sku­pić się na sobie, mogę zadbać o sie­bie, mogę budo­wać swo­ją siłę i moc, a nie cudzą. I jest czas na życie i małą „śmierć”. Na wdech i wydech.

 

 

Jesteś zmę­czo­na cią­głym pcha­niem rela­cji? Chcia­ła­byś nauczyć się odpusz­czać, umieć nie brać na sie­bie tyle? Chcia­ła­byś dać prze­strzeń dru­giej oso­bie, mieć w sobie wię­cej zaufa­nia do nie­go? Chcia­ła­byś się zająć sobą?

Jeste­ście zmę­cze­ni takim budo­wa­niem rela­cji, jed­no­cze­śnie bar­dzo zale­ży Wam na sobie– umów się ze mną na kon­sul­ta­cję. 

Dzię­ki pra­cy ze mną ponow­nie zacznie­cie się wspie­rać, rozu­mieć, mieć wspól­ne cele i będzie­cie mieć szan­sę na powrót do szczę­śli­wej rela­cji.

Zapra­szam Cię do kon­tak­tu. Napisz do mnie na adres: kontakt@marzenakopta.pl

Marzena kopta

Pracuję z właścicielami firm i zarządami. Uczę takiego stylu komunikacji z zespołem, który zmotywuje współpracowników do pracy, zapobiegnie konfliktom i niesnaskom, podniesie efektywność w pracy, a tym samym wyniki finansowe firmy.

Zaproszenie do newslettera

Bądź na bieżąco. Pierwsza dowiesz się o najnowszych wydarzeniach, podcastach, nagraniach video. 

Łap oferty. Korzystaj w warsztatów, szkoleń, wyzwań i kursów online, w niższej cenie.

Korzystaj z darmowych materiałów.

Zapisz się do mojego newslettera. Zawsze w poniedziałek o 9.

Chcę otrzymywać wiadomości i zgadzam się na przetwarzanie danych osobowych przez W dobrej relacji Marzena Kopta ul. E. Zegadłowicza 10/ 82, 41 – 200 Sosnowiec, NIP 644 318 94 07, zgodnie z Polityką Prywatności.

Przewiń do góry